STRONA DOMOWA

Stanisław Plater-Zyberk [1897-1952]

ojciecJozafat Plater-Zyberk
matkaMaria Małgorzata z Wielopolskich
żona(1) - Helena Ostrowska
dzieci:
1.Jerzy
2.Izabella wł. Elżbieta Małgorzata Helena [23.11.1935-12.05.2005] x Maciej Trąmpczyński
3.Michał

żona(2) - Wanda Żabkiewicz
dzieci:
1.Małgorzata
2.Andrzej

życie, historia, fakty...
Stanisław Plater-Zyberk Oficer zawodowy, w trakcie II wojny Światowej działał w Armii Krajowej na Wileńszczyźnie.

Córka Małgorzata jest historykiem sztuki, adiunktem w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Córka Elżbieta (używała imienia Iza) wyszła za mąż za Macieja Trąmpczyńskiego, mieszkała w Kielcach.

Fragment z książki Grzegorza Cydzika pod tytułem "Ułani, ułani..."
wydawnictwo MON 1983

     Rotmistrz hrabia Stanisław Z. P. był jedynym arystokratą w naszym pułku. Przed rewolucją w Rosji rodzina jego miała jakieś dobra na Łotwie lub w Estonii, które zostały poza granicami naszego kraju, i Stasio wrócił do ojczyzny podobno z jedną tylko walizką, prawie pustą, ale za to z symboliczną koroną hrabiowską.
     Wysokiego wzrostu, lat chyba ponad czterdziestu ,kawaler, chodził zawsze pochylony do przodu i pociągał nosem z powodu chronicznego kataru. Niezwykle małomówny, bardzo taktowny i opanowany, klasyczny flegmatyk. Ze względu na wiek odszedł przed paru laty z linii na stanowisko oficera materiałowego. Zgodnie ze zwyczajem przyjętym w kręgach arystokratycznych zamierzał po utrzymaniu stopnia rotmistrza jeszcze parę lat posłużyć, ożenić się w tym czasie z posażną panną ze swojej sfery i odejść do rezerwy, by na posagowym lub zakupionym folwarku zająć się gospodarką rolną. Właśnie gdy przyszedłem do pułku, zaplanowany przez Stasia czas służby w wojsku dobiegł końca.
     Pokój "Grafa", jak nazywaliśmy rotmistrza, był równie spartańsko urządzony , jak garsoniera "Wuja". Tylko że na dodatek "Graf" trzymał tam parę wyżłów, z którymi jeździł na polowania. Był bowiem zapalonym myśliwym. Psy i pchły żyły w zgodnej symbiozie, a my woleliśmy z tego powodu unikać odwiedzin w kwaterze Stasia.
Helena Plater-Zyberk z domu Ostrowska      Nagle któregoś dnia dociera do nas sensacyjna wiadomość: "Graf" za kilkanaście dni ma zamiar zawrzeć związek małżeński. Wziął miesięczny urlop wypoczynkowy i zaprosił paru najbliższych kolegów na swój ślub który miał się odbyć w jakimś majątku ziemskim na kielecczyźnie. Zaproszeni koledzy po powrocie z uroczystości złożyli nam przy kielichu sprawozdanie. Według ich relacji panna młoda pochodziła z rodziny arystokratycznej, ale zbyt młoda to już nie była. Bardzo rasowe ponoć detale jej urody i sylwetki, zestawione w całość nie dawały zbytnio udanego efektu. Ogólnie jednak biorąc, prezentowała się dobrze, była bardzo miła, serdeczna i bez arystokratycznych fum.
     Po miodowym miesiącu państwo młodzi przybyli do pułku i zainstalowali się w przydzielonym im mieszkaniu. Hrabina wyglądała tak, jak nam poprzednio zrelacjonowano. Po złożeniu przez młode małżeństwo wizyt oficerom żonatym korpus oficerski wydał na cześć państwa Z. uroczysty obiad, oficjalnie przyjmując ich do swego grona. Ale przez dłuższy czas nowa para małżeńska dostarczała miejscowemu środowisku tematów do rozmów i komentarzy. Bo też upodobania mieli nietypowe. Niedzielną rozrywkę, na przykład, państwa "Grafów", jeżeli nie wyjechali gdzieś poza garnizon - stanowiły myśliwskie treningi strzeleckie nad kanałem ściekowym. W Nowej Wilejce nie było miejskiej kanalizacji. Od koszar do rzeki Wilejki biegł rów, którym spływały nieczystości, a nad nim gromadziły się setki wron, kawek i innego ptactwa. Ubrani w doskonale uszyte z leszczkowskiego samodziału myśliwsko sportowe stroje, z dubeltówkami na ramieniu państwo Z. dostojnie zmierzali nad kanał i pukali do żerującego ptactwa. Wyżły aportowały ustrzelone wrony, Stasiowie chyba mieli dużą frajdę, a my, widzowie, niemało uciechy. Zapachy unoszące się nad rowem asenizacyjnym nie odstraszały wytwornych myśliwych. Stasia zreszta tłumaczył chroniczny katar.
     Pewnego dnia zebrało się nas kilku w kasynie, aby pogawędzić przy kieliszku. Jak zwykle bywa przy takich okazjach, początkowo rozmawiało się o sprawach poważniejszych, ale w miarę jak ubywało płynów w butelczynach, przechodziło się na tematy coraz lżejsze i najczęściej - wiadomo - związane z płcią piękną. Będąc już na dobrym rauszu, biesiadnicy zaczęli wymieniać poglądy na temat temperamentu kobiet, powołując się przy tym na własne doświadczenia i przeżycia. Stasio, z natury bardzo małomówny, siedział i tylko dobrodusznie się uśmiechał. Wreszcie nie wytrzymał i włączył się do rozmowy. "O tym zjawisku", stwierdził autorytatywnie, "nie można w sposób jednoznaczny wyrokować. Temperament bywa często utajony i objawia się nieoczekiwanie u osób, po których wcale się tego nie spodziewamy. Helenka, zrównoważona i opanowana, czasami nawet, wydawałoby się, chłodna, któregoś niedzielnego popołudnia wprawiła mnie po prostu w zdumienie. To co nastąpiło wtedy między nami, przeszło moje wszelkie wyobrażenia. Jak gdyby opanował ją amok miłosny! -Stasiu-, wykrztusiła w pewnej chwili, -zabierz Azora, niech przestanie lizać mi pięty!-... Tak, moi drodzy", zakończył Stasio najdłuższą chyba, jaką od niego usłyszeliśmy, wypowiedź, "odkryłem wtedy, że w sprzyjających okolicznościach w każdej kobiecie może się obudzić piekielny temperament".
"Graf" po awansie na rotmistrza i ożenku długo już w pułku nie pozostał, kupił za posag żony ładny folwark w pobliżu Wilna i przeniósł się do rezerwy. Zamienił szablę na pług. Podobno w czasie okupacji niemieckiej zorganizował szwadron partyzancki w barwach 13 pułku ułanów i szarpał Niemców, gdzie się tylko dało. Po wojnie nigdy go nie spotkałem.

Fragmenty i fotografie z książki:
Stanisława Mianowskiego
pod tytułem "Świat który odszedł - Wspomnienia Wilnianina 1895-1945"
Oficyna Wydawnicza RYTM

str. 178
"Jeszcze przed pierwszą wojną światową Witold stracił Pograuże, piękny majątek na Litwie; Zygmunt zaś zmarnował w latach międzywojennych rodzinne gniazdo Małe Soleczniki, które w 1933 roku przestały należeć do Mianowskich (kupił je z licytacji Stanisław Plater-Zyberk)."
Uwaga: Witold i Zygmunt to bracia autora.

str. 200
"W więzieniu w Kownie przebywał ze mną Stanisław Plater-Zyberk, nabywca Małych Solecznik, bardzo miły człowiek, z którym byłem zaprzyjaźniony. Staś wyszedł z wiezienia w taki sam sposób jak ja. Po odzyskaniu wolności przez Stasia rodzina Platerów postanowiła przejść przez zieloną granicę do Guberni, pod okupację niemiecką. Żonie i dzieciom Stasia udało się, natomiast Staś musiał zawrócić. Przez pewien czas mieszkał u mojej żony w Wilnie, zanim wyruszył po raz drugi. I tym razem nie udało się, po przejściu granicy został bowiem złapany przez Niemców, którzy przekazali go sowieckiej straży granicznej. Został osadzony w więzieniu w Grodnie, sądzony i skazany na śmierć. Oczekując wykonania wyroku, Staś doczekał się wybuchu wojny niemiecko - sowieckiej. Bramę więzienia otworzyły mu bomby niemieckie, które pierwszego dnia wojny spadły na Grodno."

str. 204
"Mimo trudnych warunków, kontakty towarzyskie w naszych stronach były ożywione. Rodziny nasze znały się od pokoleń. Rozumieliśmy się doskonale. W pierwszym rzędzie bywałem w Anuliszkach u Stefanostwa Cierpińskich, u Adasia Brzozowskiego w Gaściewiczach i Stasia Platera w Małych Solecznikach."

Dwór w Małych Solecznikach od strony podjazduDwór w Małych Solecznikach od strony podjazdu

Dwór w Małych Solecznikach od strony ogroduDwór w Małych Solecznikach od strony ogrodu