STRONA DOMOWA
Podróże sentymentalne
artykuł z czasopisma Salon Polski 4/2000

Kurlandia, Inflanty Polskie, Inflanty Szwedzkie - jakże egzotycznie brzmią dziś nazwy tych historycznych prowincji, które wypełniają obszar współczesnej Łotwy... W XVI i XVII wieku o panowanie na tym terytorium (tzw. dominium Baltici) rywalizowały Rzeczypospolita, Szwecja i Moskwa. Właśnie na Łotwę, w poszukiwaniu śladów polskich, odbyła się w czerwcu 1997 roku czwarta podróż sentymentalna.

Gustaw Manteuffel w wydanej w roku 1879 roku w Poznaniu cennej pracy pt. "Inflanty Polskie" wymienia kilkadziesiąt nazwisk szlachty inflanckiej, która przybyła na te tereny z różnych obszarów Europy od Pomorza po Westfalię. Byli wśród nich Borchowie, Brunnowie, Hylzenowie, Manteufflowie, Broel-Platerowie, Mohlowie, Romerowie, Rykowie, Tyzenhauzowie i Zyberkowie. Do rodzin tych, w większości niemieckiego pochodzenia, które osiadły tam już w czasach średniowiecznych, dołączały rodziny polskie i litewskie, jak Bielińscy, Benisławscy, Chodkiewiczowie, Czapscy, Gosiewscy, Pociejowie, Sapiehowie, Komorowscy, Sołtanowie, Skirmunttowie i Weissenhofowie.

Pod koniec wieku XVII większość już skoligaconych rodzin inflanckich zmieniła obrządek protestancki na katolicki. Zmienił się też język. Gustaw Manteuffel we wspomnianej pracy pisał: "Szlachta tutejsza mówi czystym polskim językiem, który nie jest tak twardy jak na Żmudzi ani tak przeciągany jak na Litwie, ani tak zmieszany z rosyjskim jak w wielu częściach Białej Rusi. Odznacza się gościnnością, uczynnością, szczerością, wolną od próżnej ostentacji i innych pseudoarystokratycznych wad i przesądów...".

Wśród przedstawicieli tej szlachty wielu wszechstronnie uzdolnionych, zajmujących się polityką, gospodarką i różnymi dziedzinami kultury zaznaczyło się w dziejach. Wojewoda Jan August Hylzen opublikował w roku 1750 w Wilnie historię Inflant. Kazimierz Konstanty Plater pozostawił po sobie Listy z podróży do Kaniowa, podczas której w roku 1787 towarzyszył królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu w jego spotkaniu z carycą Katarzyną II. Bratanek Kazimierza Konstantego z Krasławia we współpracy z Eustachym Tyszkiewiczem przyczynił się do powstania Muzeum Starożytności w Wilnie. Nie brakowało też związków rodzin inflanckich z Warszawą. Przykładem - pałac wybudowany przez kanclerza Jana Borcha przy ulicy Miodowej, gdzie mieści się obecnie rezydencja prymasów Polski.

W gronie uczestników naszej wyprawy znalazły się dwie przedstawicielki rodziny Platerów: Krystyna Plater-Zyberk z Lozanny oraz Janina z Plater-Zyberków Smolicz z Warszawy. Tu małe wyjaśnienie: na początku XIX wieku wymarła po mieczu rodzina Zyberków (Sieberg). Izabela Helena, córka wojewody inflanckiego Jana Tadeusza Zyberka, wychodząc za mąż za Michała Platera - syna znanego nam już Kazimierza Konstantego i Izabelli Borch, wniosła w dom męża nie tylko olbrzymie dobra, ale i nazwisko. Zgodnie z życzeniem jej ojca, Michał Plater otrzymał w 1803 roku zezwolenie cesarskie na dodanie do własnego nazwiska swej żony...

Pierwsze spotkanie z historią rodziny Platerów nastąpiło zaraz po przekroczeniu granicy polsko-litewskiej w Kopciowie, gdzie znajduje się grób Emilii Plater, opiewanej przez wieszcza bohaterki powstania listopadowego. Pochowano ją wówczas pod innym nazwiskiem. Dzisiaj, dzięki uczniom miejscowej szkoły, jej grób jest zadbany.

Nad Niemnem, w pobliskim Liszkowie, skąd widok na rzekę jest niezwykle malowniczy - kolejne spotkanie z inflanckim nazwiskiem. Na kościelnym cmentarzu pozostało kilka grobów rodziny Romerów. Sam kościół podominikański zwraca uwagę pięknem architektury wzorowanej na warszawskich Sakramentkach... A później już - droga na Łotwę; przez Wilno, Troki, Kiernowo i Towiany.

Podróż po Łotwie to przemierzanie oceanu zieloności o najróżniejszych późną wiosną odcieniach. Rozległe łąki, wspaniałe lasy, które pokrywają 40 procent powierzchni tego kraju, rzeki z piękną Dźwiną i Gaują oraz tysiące czystych jezior. Na początku Kurlandia. W 1737 roku po wymarciu dynastii Kettlerów księstwo kurlandzkie miało być włączone do Rzeczypospolitej. Na skutek nacisków Rosji Sejm musiał się jednak zgodzić, aby nadal pozostawała księstwem lennym, w dodatku rządzonym przez faworyta carycy Anny, księcia Ernesta Johanna Birona. Korzystając z jej przychylności, Biron wzniósł w Kurlandii kilka wspaniałych rezydencji, które mogły równać się nawet z carskimi. Najbardziej okazałe powstały w stołecznej Mitawie (w podziemiach zamkowych zachowała się nekropolia lenników Rzeczypospolitej Ketllerów) oraz letnia w Rundale.

Staraniem dyrektora tamtejszego muzeum Imancsa Lancmanisa przywrócono pałacowi Bironów dawną świetność. Z czasem, skoligaceni z polskimi rodzinami arystokratycznymi, m.in. Czartoryskimi i Potockimi, po opuszczeniu Kurlandii mieli oni swe dobra na Śląsku i w Wielkopolsce. Pani Anna Potocka przygotowała nam na wyprawę romantyczną opowieść o niedoszłym małżeństwie księcia Jerzego Czartoryskiego z księżniczką Doroteą z Bironów, która poślubiła księcia Talleyranda z Valencay, nieopodal Montresor. Pani Maria Rey (z Montresor właśnie!) nawiązała wcześniej kontakt z dyrektorem Lancmanisem w sprawie naszego przyjazdu. W Rundale i Mitawie podejmowano nas niezwykle serdecznie.

Następnym etapem podróży była Ryga. Nie wjeżdżaliśmy - rzecz jasna tak uroczyście jak w roku 1580 król Stefan Batory, który po zwycięstwie nad carem Iwanem Groźnym przesądził o przynależności Inflant do Rzeczypospolitej. Na życzenie monarchy powstało wówczas biskupstwo inflanckie w Weden, wcześniej zniesione przez reformację. W dawnej katedrze św. Jana (dziś zborze luterańskim) zachował się nagrobek pierwszego biskupa inflanckiego Patrycego Nideckiego. To wysunięty najdalej na północny wschód pomnik polskiego renesansu.

W pobliżu Wenden znajduje się najpiękniejsza dolina w krajach nadbałtyckich, utworzona przez rzekę Gauję. Przecinając ją w kilku miejscach, dotarliśmy nad Dźwinę, która doprowadziła nas do Dyneburga. Dawna stolica Inflant Polskich ma dzisiaj charakter "koszarowo-rosyjski". W XIX wieku na miejscu historycznego Dyneburga powstała twierdza carska. Nie ma już śladu po wspaniałym kościele jezuitów, gdzie znajdowały się groby rodziny Borchów. Po wojnie wysadzono go dynamitem. Nie istnieje również drugi barokowy kościół jezuicki w pobliskiej Iłłukszcie, z nekropolią Zyberków.

Przed wojną mieszkało na Łotwie 100 tysięcy Polaków, głównie w Inflantach Polskich. Dzisiaj jak się szacuje 60 do 80 tysięcy, z czego prawie jedna trzecia w Dyneburgu. W tamtejszej polskiej szkole ugoszczono nas naprawdę pysznymi tradycyjnymi daniami... Jeszcze przed wojną rodacy kupili na przedmieściach Dyneburga stylowy pałacyk z przeznaczeniem na Dom Polski. W niepodległej Łotwie został on reaktywowany i stał się wzorem dla zakładanych obecnie Domów Polskich na Litwie.

W dniu święta Bożego Ciała pojechaliśmy do Krasławia, Przydrujska i Agłony. Krasław przy ujściu Krasławki do Dźwiny położeniem przypomina Kazimierz nad Wisłą. Jednak dominujący na wysokiej skarpie pałac Platerów przedstawia dziś smutny widok. Wprawdzie przed laty przygotowano gmach do remontu, ale prace zostały wstrzymane. W oficynie pałacowej mieści się obecnie niewielkie muzeum poświęcone Platerom. W kościele św. Ludwika, pełniącym niegdyś funkcję katedry biskupstwa, uczestniczyliśmy w uroczystym nabożeństwie z cudnymi śpiewami. Były też wzruszające rozmowy z rodakami... W sąsiednim Przydrujsku, skąd po drugiej stronie Dźwiny jak na dłoni widać Druję Sapiehów na Białorusi, przyjmowano nas równie serdecznie.

I wreszcie Agłona, główne sanktuarium katolików na Łotwie, gdzie podczas swej pielgrzymki do tego kraju spotkał się z wiernymi papież Jan Paweł II. Wewnątrz świątyni zwraca uwagę okazały ołtarz loretański z obrazem Matki Boskiej. Jego kopię oglądaliśmy wcześniej w ryskiej katedrze św. Jakuba, pierwowzorem zaś dla wizerunku z Agłony był słynny obraz Matki Boskiej Trockiej. I tak oto nasza podróż zatoczyła koło...

Niejako klamrą spinającą tę wyprawę stała się postać marszałka Józefa Piłsudskiego. Już pierwszego dnia w Druskiennikach daremnie szukaliśmy drewnianego dworku, gdzie chętnie się zatrzymywał. W drodze powrotnej z Łotwy przez pojezierze wileńskie nie wstąpiliśmy więc do Zułowa, wiedząc, że nic nie pozostało po rodowym gnieździe Naczelnika. Natomiast w pobliskiej Powiewiórce, w drewnianym kościółku zachowała się tablica informująca, że 3 grudnia 1867 roku ochrzczono w tej świątyni Józefa Piłsudskiego. W czasach komunistycznych wystawiano tablicę tylko podczas mszy...

Na zakończenie ponowne spotkanie z Wilnem. Niektórym dopisało szczęście, a szczególnie pani Krystynie Plater. Na targu staroci kupiła kilka talerzy z herbowego serwisu Platerów...

Andrzej Józef Baranowski